Ładuje...

Skandynawski raj. O ludziach prawie idealnych

Michael Booth

Trochę podróżnej statystyki, szereg generalizacji oraz narracja pogłębiająca stereotypy - oto krótkie podsumowanie treści. Teraz czas na szerszy opis.

Bardzo zależało mi na przeczytaniu tej książki. Jednak strona po stronie byłam, delikatnie mówiąc, coraz bardziej zniesmaczona. Książka do smukłych nie należy, co mocno mnie zachęciło, ponieważ wiele informacji zawsze w cenie. Jednak zamiast ciekawej, zachęcającej treści, dostałam podróż dookoła szeroko pojętej Skandynawii z kiepskim przewodnikiem w osobie autora.

Michael Booth potraktował Skandynawię dość wybiórczo i do niektórych z Państw podszedł wręcz po macoszemu. Nie ma zbyt wiele do zaproponowania czytelnikowi odnośnie Norwegii, oczywiście poza ironią niskich lotów. Możemy zatem przeczytać jak to Norwedzy obchodzą swoje święta narodowe, ubierając się w śmieszne stroje i machając zabawnie flagami. Poczytamy też o hektolitrach ropy, o rybach, drewnie i mleczarniach, wszystko to okraszone ciężkostrawną statystyką. To co utkwiło mi w głowie to stwierdzenie, że Szwedzi potrzebni są Norwegom do obierania bananów. Pomyślałam wtedy, że może zamiast swoich pseudozabawnych aluzji, autor mógłby więcej czasu poświęcić na opisanie kultury i mentalności Norwegów, być może wtedy ironie zrównoważyła by rzetelna wiedza. Trzeba też przyznać, że Islandia i Finlandia zostały potraktowane równie po macoszemu, gdzie ta druga otrzymała łatkę kraju alkoholików. Najwięcej uwagi Booth poświęcił Szwecji i Dani, jednak w ich przypadku również nie pohamował się przed umacnianiem stereotypów. Gdyby wyciąć docinki autora i treści które się powtarzają otrzymalibyśmy efekt Slim Fast, czyli w błyskawicznym tempie, lekturę o 30% szczuplejszą. Nie byłaby to treści istotna, a raczej sama toksyna dla mojego humanistycznego umysłu.

Podobno na drugie mam ironia, a na trzecie sarkazm, ale autor jakoś średnio mnie przekonał do swojego poczucia humoru. Jeśli zechcecie przeczytać Skandynawski raj to weźcie też pod uwagę inne pozycje w tym temacie. Zdecydowanie mniej stereotypowe i przede wszystkim lekkostrawne są takie tytuły jak I cóż, że o Szwecji, czy Szwedzi. Ciepło północy. W bardzo ciekawy i humorystyczny (nie prześmiewczy) sposób autorzy opisują kulturę i codzienne życie mieszkańców.

Reasumując - polityczno, gospodarczo, ekonomiczno, statystycznie, książka nie była bardzo zła, ale czytało się ją fatalnie. Pytanie czy tego oczekujecie od lektury. Za dużo liczb i historii dziwnej treści, ale przede wszystkim nadęcia autora, co sprawiło że lektura była dla mnie drogą przez mękę.

To, że Skandynawia to „raj”, to pojęcie względne i tu nie odnoszę się do przewrotności autora, a do stanu faktycznego. Oczywiście, należy zapytać jak poszczególni odbiorcy definiują słowo „raj”, bo jest to kwestia bardzo indywidualna, jednak z pewnością, to nie region dla każdego. Jest bardzo specyficzny pod wieloma względami. Dla niektórych ta specyfika może być piękna, a dla innych nie do zaakceptowania. Szkoda, że autor nie przedstawił nam wystarczającej wiedzy w tym zakresie. Bardzo mi tego brakowało.

Zapraszam Michaela Bootha do Polski. Przeczytam z ogromną przyjemnością reportaż na temat naszej ojczyzny. Proponuję też pierwsze spotkanie autorskie w gronie pełnokrwistych narodowców.