Ładuje...

Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie

Katarzyna Tubylewicz

W przypadku recenzji jednego z tytułów pod redakcją Katarzyny Tubylewicz, napisałam, że jest to autorka, której książki chwytam z prędkością światła i mam zamiar wszystkie dogłębnie przeanalizować. Tym razem przyszła kolej na tytuł Moraliści. Jak Szwedzi uczą się na błędach i inne historie.

To nie jest książka na raz, którą czyta się po to, aby odłożyć na półkę na wieczne kurzenie się, bądź - o zgrozo - rzucić w kąt. Treść jest na tyle wielowarstwowa, że z czasem, biorąc ją kolejny raz do ręki, będziemy postrzegać lekturę z różnych, odmiennych perspektyw. Oczywiście można stwierdzić, że wnioski wynikające z treści, nie są stałe w obliczu tylu zmian społeczno kulturowych, jednak pytania które padają, niezależnie od czasu i miejsca, zawsze będą aktualne. To co się zmienia, to tylko ich percepcja i w konsekwencji same odpowiedzi.

Katarzyna Tubylewicz występuje w roli słuchacza. Zadaje pytania bardzo zróżnicowanej grupie rozmówców i dzięki temu możemy uzyskać odpowiedzi z wielu perspektyw. Spojrzeć na pewne procesy społeczne, które mają miejsce w Szwecji, z kilku punktów widzenia. Gdybym miała podsumować moje myśli i opisać o czym jest książka, to przede wszystkim jest ona o chęci życia, o strachu, zagubieniu i bólu egzystencji. O tym jak żyć po zmianach, jak dostosować się do (nowych) innych warunków, ale jednocześnie pozostać sobą. Co ważne asymilacja przyjezdnych wymaga również naszego, społecznego zaangażowania. To nie jest kwestia tylko jednostronna. To co w zestawieniu z tym wnioskiem mnie przeraża najbardziej, to fakt że w Polsce, nie tyle nie jesteśmy na to gotowi, co nie chcemy być na to gotowi. Katarzyna Tubylewicz nie boi się przedstawiać minusów wielu kwestii, w tym minusów przyjmowania uchodźców. Ta książka nie jest o raju skandynawskim, ani jakimkolwiek utopijnym zakątku świata, bo takiego nie ma. Książka traktuje o odwadze i stanięciu w obliczu rozpoczęcia życia od nowa. Niestety, ale mam też obawy, że dla niektórych, może być to jedynie uzasadnienie wypracowanego już stanowiska o uchodźcach, a nie przestrzeń do refleksji i dyskusji. W tym miejscu warto poruszyć kwestię tolerancji. Samo zjawisko tolerancji jest przedstawiane w książce z wielu perspektyw. To w fantastyczny sposób pokazuje jak różni jesteśmy. Doświadczenia poszczególnych rozmówców, to jak ich kształtowały i w konsekwencji jak ich uformowały, widzimy na każdej ze stron. Mieszanka kultur, temperamentów, osobowości i doświadczeń. Czy to nie jest doskonałe podłoże do dyskusji? Choćby na obszarze psychologicznych aspektów kultury. Jednak jest taka jedna główna zasada, aby przeprowadzić dyskusję, musi zaistnieć chęć jej przeprowadzenia.

Podeszłam do książki z perspektywy tego co teraz obserwuje, co dzieje się w trudnej, ale jednocześnie przykrej rzeczywistości jaka nas otacza. Zajmując się psychologią społeczną, chętnie poruszam się w obszarze różnic kulturowych, choć w zestawieniu z Panią Tubylewicz, to raczej nieudolne raczkowanie. Podczas pierwszego kontaktu z lekturą, nie myślałam o Szwecji, a raczej o tym jak bardzo różnimy się od tego narodu.

Podsumowując swój wywód to teksty na temat Moralistów mogłabym pisać codziennie od nowa, bo codziennie mogę spojrzeć na tresć książki z innej perspektywy i problemu społecznego.

Tematyka poruszana w książce: - Solidarność - Prawa kobiet i feminizm - Dobroć człowieczeństwo, tolerancja - Równość i integracja - Wolność - Uniwersalność

Na marginesie

Pierwszy raz książkę czytałam w wersji elektronicznej i myślę, że był to błąd. Przede wszystkim dlatego, że jest w niej mnóstwo wartościowej treści, którą warto zaznaczyć, podkreślić czy okrasić komentarzem. Na szczęście szybko ten błąd naprawiłam i na mojej półce gości już wersja papierowa, z resztą przeczytana po raz drugi i obklejona karteczkami. Także nie zdziwcie się jak pojawi się kolejna recenzja Moralistów.