Ładuje...

Lato

Tove Jansson

Książki to dla mnie najlepszy sposób na czas wolny. Zarówno te ciężkostrawne, jak i te lżejsze lektury. Odpływam wtedy do równoległej rzeczywistości. Jednak kiedy już pozwalam zrelaksować się swoim neuronom - zwalniam i czytam coś lekkiego. Tym razem wypadło na Lato Tove Jansson. Pamiętacie powiedzenie nie oceniaj książki po okładce. Oczywiste i bezdyskusyjne jest, że ja tak nie robię - taaaa… nic bardziej mylnego, bo dokładnie tak postąpiłam. Kiedy wzięłam książkę do ręki pomyślałam, że mam w rękach nieobszerne wydanie z ładną okładką. Zestawienie opowiadań, których fabuła nie wymaga większego zaangażowania czytelnika. Nic bardziej mylnego!

Jak na Tove Jansson przystało książka ma swój czar. To trochę takie określenie a’la baśniowy frazes, ale z mojego punktu widzenia Tove jest właśnie taką baśniową artystką. Nie wiem, może to ze względu na to, że pisała książki dla malutkich. Może stąd ten czar, który w niej pozostał i trwał do końca.

Dziewczynka, Sophie, spędza lato na jednej z finlandzkich wysp. To właśnie tam, przeżywa świat razem z babcią, która jest jak jej bratnia dusza. Zaglądają razem pod każdy kamyczek i przeżywają to, co je otacza, ale co najważniejsze rozmawiają. To dla mnie książka o rodzeniu się, trwaniu i przemijaniu. O bólu i szczęściu. Jednak jeśli myślicie, że spotkacie babcię z książek dla najmłodszych, poczciwą, przytulaśną z natury, to Was zawiodę. Babcia ma pazur i nie należy do najgrzeczniejszych. Dla mnie tytułowe Lato to to, co pomiędzy - dziewczynka jest młoda rozkwita uczy się tego co nas otacza i dopiero rozwija. Babcia kroczy już w stronę zimy, ale jeszcze przeżywa jesień swojego życia, a lato? Lato jest pomiędzy. Jest tym, co łączy te dwie strony.

Baśniowość przechodząca w codzienność, a to wszystko w otoczeniu przyrody. I ta okładka! Tego już nie będę komentować, bo wystarczy rzucić okiem. Jeśli ktoś z Was lubi podwieczorki, lubi się rozpieszczać, to w tym zestawie nie może zabraknąć Lata Tove Jansson.

Książka trafia na półkę moich ulubionych książek, do których jeszcze nie raz wrócę. Tove w swoim najlepszym wydaniu - czyli właściwie niezmiennie takim samym! Nieodżałowana artystka.

Polecam!
Jeg Anbefaler!
Kasia Anniken