Ładuje...

Skandynawskie 49m2

4 GRUDNIA 2017, PONIEDZIAŁEK

Mieszkanie to moja twierdza, wynajęta bo wynajęta, ale twierdza. Może źle to o mnie świadczy, jednak nie lubię kiedy kręcą się po nim ludzie. Nie wspomnę już o odwiedzinach bez zapowiedzi. Abym zaprosiła kogoś do domu musi minąć trochę czasu i muszą zaistnieć między nami bliższe relacje. Przez długi okres było też tak, że ta moja twierdza nie była dla mnie naturalnym miejscem relaksu. Mieszkanie dotychczas traktowałam jako pomieszczenie w którym nie było zimno, nie padało na głowę, nikt do niego nie wchodził i mogłam się w nim wyspać przed kolejnym dniem pracy. Aby całkowicie wyhamować swój bieg, poczuć się jak w domu i spędzić kos seg, potrzebowałam jechać w góry, w moje ulubione miejsce w Istebnej i Bielsku, albo do Bergen, gdzie to drugie, /dla mnie najważniejsze/, znajduje się niestety ponad dwa tysiące kilometrów od Śląska gdzie mieszkam.

Któregoś dnia chyba za dużo myślałam, jednak od samego myślenia zbyt wiele nie wyniknie (albo wyniknie zbyt wiele). Postanowiłam wykorzystać nową sytuację w której się znalazłam, czyli między innymi zmiana mieszkania. Decyzja zapadła - skoro nie ma na razie szans, abym przeprowadziła się do Norwegii, to Norwegia przeprowadzi się do mnie. Zaczynam zatem urządzać swoją małą Norwegię. Moje Koselig miejsce! Wezmę na warsztat „salon” połączony z kuchnią.

Zaplanowanie samej pracy nie było trudne, musiałam jeszcze rozwiązać temat mojego Adriana. Nic mu nie powiedziałam, bo jeszcze gotów wybić mi z głowy ten pomysł. A tak, jak zacznę to już odwrotu nie będzie. Obydwoje wykonujemy wolny zawód, więc nie mamy sztywnych godzin pracy, co oznacza, że Adrian może wrócić do domu w każdej chwili. W prawdzie nie dostrzega on jak zmieniam kolor włosów, ale przykładowo inny kolor ścian i totalny rozgardiasz na 49m2 kwadratowych, może zwrócić jego uwagę. Przyznaje, że na chwilkę odezwały się we mnie wyrzuty sumienia. Tak trochę głupio nie powiedzieć co planuję, przede wszystkim nie obgadać tego, ale od czego mamy racjonalizację, czyli jeden z najczęściej wykorzystywanych przez człowieka mechanizmów obronnych. Chwała Ci Panie za Freuda i jego córę. Zatem, aby nie mieć wyrzutów sumienia stwierdziłam, że to będzie niespodzianka, a skoro z założenia niespodzianka ma być dla adresata niespodziewana, to nie mogłam nic powiedzieć.

Adrian po 5:00 wyszedł do pracy.

Problemu z meblami nie było, bo mebli nie mam :) Na razie są kartony, torby, kartony, torby… wypełnione głównie książkami. Biurko i stół w jednym, pompowany materac do spania, królik albinos, palma w doniczce i paprotka.

Poszło dość szybko. Wyniosłam wszystkie kartony i torby, a raczej przeszurałam je po ziemi do kuchni. Z łóżka po prostu wypuściłam powietrze i zwinęłam w rulon. Po moim oczyszczeniu terenu do pracy, pojęcie „oczyszczenie” przyjęło zupełnie inny wymiar. Nie będę się aż tak obnażać i wrzucać foty swojego dzieła, ale aby to Wam zobrazować, to mieszkanie wyglądało jak po nalocie CBŚ. Oczywiście pomijając miejsce które przygotowałam do remontu - dowód poniżej.

Snułam się jakiś czas po mieszkaniu, wena uciekła a czas mijał.

W końcu pojawił się Adrian. Lekko zdziwiony stanął w drzwiach - mamy połączony „salon” z kuchnią i przedpokojem, więc wszystko od progu widać jak na dłoni. Stał nieruchomo i przyglądał się pogromowi jaki zrobiłam. Jego mimika wskazywała na mikro wylew. Z jednej strony można było dostrzec kącik ust podnoszący się do góry, a z drugiej jakieś takie niezrównoważenie nerwu twarzowego. Przez chwilę panowała cisza, po czym zaczął się śmiać i powiedział /parafrazuję/ ”wiedziałem że to kiedyś zrobisz, ale dlaczego akurat dziś”. No cóż - 9 lat wspólnego życia robi swoje.

Najbardziej zabawne, albo przerażające jest to, że nie wiedziałam co z tym twórczym nieładem począć. Teoretycznie do roboty było wiele, a praktycznie nie było nic.

Najważniejsze zrobić plan działania

Zaczynam od odświeżenia ścian i zaprojektowania miejsca do pracy, bo jest mi niezbędne. To na czym chcę się skupić, to równowaga. Hałas na zewnątrz chcę zrównoważyć spokojem w domu. Nadmiar bodźców - minimalizmem.

Kolor, umiarkowane światło i odpowiednia przestrzeń to dla mnie klucz do świeżej, niezaśmieconej głowy.

Zastanawiałam się jak zaadoptować mój kąt do pracy, tak abym mogła między innymi planować wpisy na bloga, jednocześnie nie zagracając przestrzeni. Mam taki styl pracy, że wszystko muszę mieć naszkicowane ( w formie mapy myśli) i przypięte na ścianę. Szczególnie kiedy planuje pisanie to muszę wydrukować sobie plan działania, tematy i zawiesić, tak aby w każdej chwili coś dopisać, przykleić karteczkę, albo zmienić. Swoją drogą przydała by mi się taka przestrzeń do pracy jaką ma artysta Sebastian Errazuriza.

A tak przy okazji - czy wiecie, że na nasz poziom energii, a w konsekwencji samopoczucie i działanie, mają wpływ kolory jakimi się otaczamy? Wcale nie musi to być biały, kremowy czy beżowy. Kolory mają ogromne znaczenie w naszym życiu. Nie, nie jest to żadne czary mary i psychologiczne pierdu, pierdu - to reakcja naszego mózgu na bodziec wizualny. Ale o palecie kolorów /oczywiście w norweskim stylu/ oraz ich znaczeniu, innym razem.

Tymczasem… God Natt !!!

Do przeczytania w następnej odsłonie.

Hilsen og kos deg!
Pozdrawiam i miłego dnia
Kasia Anniken